Afryka

Tak, oddalał się ode mnie w Ugandzie, uciekał w swoje zamyślenia, układał obrazy, których ja nie chciałam jeszcze oglądać. Cierpliwie znosił moją ignorancję, przestał narzucać się ze swoją smutną logiką, ale potrafił też zbudzić mnie w środku nocy tylko dla jednego zdania, po którym całe morze smutku przypływało w moich snach. Bo jednak spałam. Wiedział że wrócę, że w jesienne wieczory zechcę wrócić tam, gdzie jest piasek tak biały… Bo To nie było byle gdzie.
To było w Afryce. To było w Afryce nad Oceanem Indyjskim. To było w Afryce, nad Oceanem Indyjskim, na Zanzibarze.
Afryka ożyła i dotknęła mnie. Patrzyłam w gwiazdy, pod palcami czułam chłodny, mokry piasek,
a Jego oczy miały tyle głębi, że już nawet nie dawały oparcia. Ale też nie szukałam oparcia.
Obiecywałam, sama sobie, że nie będę zachłanna. Że, jak w bajce Andersena, wezmę tylko tyle, ile zdołam unieść. I prosiłam o siłę – później. Czyli teraz, kiedy siedzimy nad szklanką cynamonowej herbaty, a za oknem śnieżyca i wiatr.
Wróciłam, ale przecież nie do tego, co dotąd było stałe, pewne, bezpieczne. Wiedział o tym wcześniej, ale to była ta prawda, której mogłam nie odkryć. Jest smutny, a ja nic z tym nie zrobię. Bo już wiem co ten afrykański czas zbudował we mnie, już umiem nazwać to, co chciała
mi powiedzieć … Musiałam pojechać za siódmą górę i za siódmą rzekę żeby zrozumieć.
I musiałam pokornie usiąść przy tym stole żeby z Jego słów i moich myśli ułożyć całą tę opowieść.
Opowieść o spełnieniu i przestrzeni.
O magii i dotyku.
O smutku i wstrzymaniu oddechu.
Opowieść o Afryce.
Posłuchaj.