Afryka

Gorąca noc nad Jeziorem Turkana, w oazie w Loiangalani. Jest tak, jak zawsze wyobrażałam sobie oazę – wokół pustynia, a tutaj zielono, palmy, woda, na środku rozłożysta, dająca cień akacja, pod którą rozbiliśmy namioty. Leżę w hamaku, zapatrzona w spadające gwiazdy i nagle przypominam sobie o zwyczaju „wróżenia z gwiezdnego nieporozumienia”. W ciemności słyszę Jego cichy śmiech – nie mam o co prosić. Wszystko, czego kiedykolwiek chciałam, mam. Czas się zatrzymał.
O wschodzie słońca siedzę na białym piasku Zanzibaru nad Oceanem Indyjskim.
Zaczyna się odpływ, który odsłania przede mną coraz dalsze przestrzenie nieznanego mi świata. Jakie bogactwo kształtów, kolorów, blasku, ruchu! Im dalej Ocean się cofa, tym więcej dane jest mi zobaczyć. Odwracam głowę; na murku przed naszym domem siedzi On i uważnie mi się przygląda. Nawet z tej odległości widzę skupienie w Jego oczach; przecież rozumiem – po co ta ironia?
Od pobytu na Zanzibarze On zaczął mnie doceniać, zobaczył we mnie towarzysza podróży któremu nie trzeba wszystkiego tłumaczyć; zobaczył partnera, z którego doświadczeń mógł korzystać.
W długie wieczory w Ugandzie, kiedy już wszyscy rozjechali się w swoją stronę /Aśka, Hubert
i Rafał na Mount Meru, Janek do Nairobi, ja z Wojtkiem do Ugandy/, zasiadaliśmy przy piwie
i wsłuchani w odgłosy zbliżającej się burzy, zapowiedzi długiej pory deszczowej, próbowaliśmy nazywać uczucia i myśli.
Słuchałam nieuważnie, ciągle skupiona na tym co tu i teraz, na tym co jeszcze przede mną.
Nie byłam dobrym towarzyszem podróży w Ugandzie. Ani dla Niego, ani dla Wojtka.
Nie chciałam ubierać moich myśli w Jego słowa bo one bolały, bo nie tego oczekiwałam od Afryki. Bo się bałam. Bo przyjechałam żeby stać się silniejszą, a On pokazywał mi najprostsze prawdy, pozwalał je odkrywać, zmuszał do ich odkrycia wszystkimi zmysłami. Ale jeszcze nie, jeszcze nie chciałam słuchać, jeszcze byłam skupiona na drodze, kwiatach, drzewach, szczegółach.
Wieczór. Jesteśmy w Kampali, na campingu Backpackers’a; siedzę na tarasie, przy tym samym stoliku co wczoraj, znowu cykady, świerszcze.
Nagle z ciemności ogrodu słyszę cichą grę na flecie i to jest Ta muzyka, To miejsce i Ten czas. Zakłóca ją gwar rozmów, niecierpliwa muzyka pop z baru … Ten flet zaklina, kusi mnie jak węża…
Nic w Afryce nie jest przypadkowe. Słyszysz? Przyjechałam żeby poznać świat wokół mnie,
a zadziwił mnie świat we mnie.

Magia Afryki?

Muszę się w nią wsłuchiwać pilnie, do ostatniej chwili.